Interpelacja w sprawie stanu polskiej służby zdrowia
Szanowny panie Ministrze! Istniejąca w Polsce służba zdrowia, działa jak zaplanowana machina niemal niewolniczej pracy, a prawa człowieka są w niej nieważne. Dowodem na to może być fakt, iż wysokiej klasy specjalista, który w innych działach gospodarki otrzymuje wynagrodzenie od kilku do nawet kilkunastu ˝średnich krajowych˝, w służbie zdrowia osiąga płacę w wysokości od 1/2 do 3/4 średniego wynagrodzenia w kraju. Innym symptomem istniejącego ˝wyzysku˝ i łamania praw człowieka jest niestosowanie przepisów o czasie pracy. Ci ˝biali niewolnicy˝ są zmuszani do świadczenia pracy nawet przez 55 godzin bez przerwy i 300, niekiedy 400 godzin miesięcznie lub spychani są do szarej strefy. Coraz powszechniejsze jest również tzw. samozatrudnienie, dzięki któremu - kosztem swojej emerytury - specjaliści zatrudnieni w służbie zdrowia doraźnie poprawiają stan swoich dochodów. Pretekstem do działań represyjnych wobec strajkujących lekarzy ma być stworzenie przez nich zagrożenia dla bezpieczeństwa zdrowotnego obywateli. To zagrożenie miałoby rzekomo powstać przez ograniczenie pracy 10-15% szpitali w Polsce, funkcjonujących w czasie strajku w trybie zbliżonym do tzw. ostrego dyżuru. Ponownie nasuwa się tym samym pytanie: dlaczego z takim srogim osądem polityków i niektórych innych osób publicznych spotyka się tak minimalne ograniczenie dostępu do świadczeń zdrowotnych spowodowane przez prywatne osoby (co ważne, walczące o swoje obywatelskie prawa), a z nadzwyczajną pobłażliwością traktowane jest ograniczanie dostępu do leczenia, na o wiele większą, wręcz masową skalę, dokonywane przez państwo. Polska, w której praktycznie wszystkie świadczenia zdrowotne są finansowane ze środków publicznych, a ich współfinansowanie ze środków prywatnych jest zakazane, przeznacza na opiekę zdrowotną najmniejszy odsetek PKB ze wszystkich państw UE. Co więcej, przez ostatnich kilkanaście lat odsetek ten malał. Na początku lat 90. ubiegłego wieku wynosił nawet 5,1% PKB, a ostatnio poniżej 3,9% PKB. Trudno przy tym uzasadnić ten spadek nadzwyczajnymi okolicznościami. Państwo niewywiązujące się z obowiązku, które samo na siebie wzięło (zapewnienia wszystkim obywatelom bezpłatnej opieki zdrowotnej bez ograniczeń), nie dopuszcza również, aby obywatele w sposób legalny współfinansowali swoje leczenie. Obywatel nie może w Polsce dopłacić ze swojej kieszeni, aby skrócić kolejkę do leczenia, nawet wtedy, gdy szpitale publiczne mają ˝wolne moce przerobowe˝, bo ustalone limity wykorzystały już dawno. Może co najwyżej zapłacić 100% ceny, tak jakby w ogóle nie płacił na powszechne ubezpieczenie zdrowotne. Innymi słowy, musi się leczyć ˝za darmo˝, nawet gdyby miał od tego ˝leczenia˝ umrzeć, albo musi zapłacić 100% ceny, jakby nie był ubezpieczony. Uchwalane nakłady publiczne na opiekę zdrowotną są skrajnie za małe, aby tę bezpłatność wszystkim i w każdej potrzebie zapewnić. Z pełną świadomością politycy zatem opowiadają się za limitowaniem świadczeń zdrowotnych, czyli ich administracyjnym ograniczaniem i skazywaniem wielu ludzi na długie oczekiwanie. Dzieje się to wbrew powszechnie wyrażanemu wśród obywateli poglądowi, że lepiej jest wprowadzić współpłacenie za niektóre świadczenia zdrowotne niż te świadczenia limitować (odnosi się to zwłaszcza do świadczeń najważniejszych). Taki wynik uzyskano w badaniu opinii publicznej, przeprowadzonym przez Sopocką Pracownię Badań Społecznych w listopadzie 2005 r. na zlecenie OZZL. Podobny wynik uzyskano w badaniu przeprowadzonym przez Instytut Pentor w czerwcu/lipcu 2004 r. Oba badania przesyłamy Panu w załączeniu.*) Polscy lekarze, w tym zwłaszcza skupieni w Ogólnopolskim Związku Zawodowym Lekarzy, od lat protestują przeciwko tym patologiom. Nie tylko protestują, ale zgłaszają propozycje konkretnych rozwiązań. Niestety, nie doczekali się jakiejkolwiek odpowiedzi. W Polsce należy jak najszybciej doprowadzić do powstania racjonalnego, sprawiedliwego systemu opieki zdrowotnej, aby pacjenci otrzymywali pomoc, której potrzebują, bez kolejek, szarej strefy lub korupcji, a personel medyczny był sprawiedliwie wynagradzany. Zbudowanie takiego systemu jest możliwe, chociaż nie jest łatwe. Wymaga bowiem od każdej ze stron: państwa, obywateli, służby zdrowia, pewnych wyrzeczeń. Lekarze są gotowi na te wyrzeczenia, gotowi są poddać się rynkowej konkurencji i weryfikacji swoich umiejętności przez pacjentów. Nie chcą się jednak dalej godzić na wyzysk dokonywany przez państwo w imię utopijnej ideologii lub doraźnych politycznych celów. To państwo zobowiązało się wobec swoich obywateli, że zapewni im odpowiednią pomoc medyczną - bez ograniczeń i bezpłatnie. Wynagrodzenia dla lekarzy są jedynie fragmentem tego zobowiązania. Nie będzie bowiem świadczeń zdrowotnych, gdy nie będzie wykonawców tych świadczeń. W obliczu tak trudnej sytuacji w polskiej służbie zdrowia kieruję do Pana Ministra następujące pytania: 1. W jaki sposób i od kiedy resort zdrowia zamierza wprowadzić poprawę warunków płacowych dla pracowników służby zdrowia? 2. Czy poprawi się funkcjonowanie służby zdrowia z punktu widzenia przepisów prawa pracy, tzn. czy i w jaki sposób zreformowana zostanie praca lekarzy i pielęgniarek w wymiarze ok. 55 godzin bez przerwy, a czasem 300-400 godzin miesięcznie? 3. Czy konieczne jest ograniczenie pracy kolejnych szpitali w Polsce i dlaczego? 4. Czy konieczne jest limitowanie świadczeń zdrowotnych i w jakim zakresie? Z poważaniem Poseł Henryk Siedlaczek Warszawa, dnia 20 czerwca 2006 r.
- Interpelacja w sprawie działań prewencyjnych Policji
- Interpelacja w sprawie przypadków korupcji w polskiej armii
- Odpowiedź na interpelację w sprawie ujednolicenia stawek wpisu od pozwu o separację i rozwód
- Interpelacja w sprawie istotnych ograniczeń w zakresie dostępu do niektórych zawodów
- Interpelacja w sprawie realizacji założeń i zakresu wdrażania przez rząd reformy systemu ubezpieczeń społecznych